Memento mori! Drukuj Email

 

Dwa tygodnie temu w Wiedniu zmarł nieoczekiwanie jeden z najbogatszych Polaków – dr Jan Kulczyk. Miał 65 lat, potężną fortunę, do dyspozycji najlepszą opiekę medyczną i stać go było na wszystko. Tym bardziej więc zdziwiło mnie to, że ten znany w świecie biznesmen zmarł w wiedeńskiej klinice w wyniku jakichś powikłań pooperacyjnych. Z pewnością operowali go najlepsi specjaliści, użyto najlepszego sprzętu medycznego i odpowiednich leków, a mimo to śmierć dosięgła go nieoczekiwanie i nie oszczędziła. Błąd ludzki, pech, fatum, ironia losu? Szkoda człowieka i tych, których nieoczekiwanie opuścił.

Po raz kolejny uświadomiłem sobie, że nie wszystko można kupić i mieć za pieniądze, choćby największe. Ani zdrowie, ani tym bardziej życie nie jest nam dane raz na zawsze, a kiedy szwankuje, to czasami najlepsi specjaliści i nawet najdroższe leki lub zastosowane najnowocześniejsze terapie nie są w stanie pomóc i człowiek musi – wbrew swojej woli – niestety rozstać się z życiem.

Nam, zwykłym ludziom, często naiwnie wydaje się, że bogaci ludzie - z racji posiadania majątków i fortun - są z tego tytułu bardzo szczęśliwi i mogą mieć wszystko, czego tylko ich dusza zapragnie. Otóż nie, ponieważ też są tylko ludźmi, mają wiele takich samych problemów, jak my – zwykli i niemajętni, a o niektórych problemach i zmartwieniach ludzi bogatych nie mamy po prostu bladego pojęcia. Ale może to i dobrze?

Bo to wcale nie jest łatwe i proste mieć dużo i umieć z tym żyć w sposób godny i właściwy, nie trwoniąc tego wyłącznie na własne zbytki, wystawne życie i nieprzyzwoity wręcz luksus, jak to czasami bywa w przypadku krezusów i bogaczy. I nie jest łatwo takim ludziom uczyć się polegać na Bogu, skoro na ich sukces pracują sztaby specjalistów, doradców, prawników etc. Ci z kolei wiedzą jak pomnożyć majątek swojego szefa, bo z jego dochodów sami przecież czerpią spore zyski i profity.

Nie przypadkiem więc Pan Jezus nauczał i przestrzegał, że trudno będzie bogatemu człowiekowi wejść do Królestwa Bożego (Łk 18,25). Co oczywiście nie znaczy, że jest to niemożliwe. Jest jednak bardzo trudne, bo prawdziwa i szczera relacja człowieka z Bogiem polega na pokorze i poczuciu pełnej zależności od Boga – naszego Stwórcy. Kiedy zaś ktoś ufa bardziej sobie, swoim zdolnościom, swoim doradcom czy współpracownikom – niż Bogu, to takiemu trudniej trzymać się Boga i liczyć na Jego pomoc, bo on jej po prostu i zwyczajnie nie potrzebuje.

Nie mam oczywiście żadnej wiedzy na temat duchowej strony życia dr. Jana Kulczyka, bo nigdy nie miałem z nim osobiście do czynienia. Z pewnością myślał poważnie o życiu, skoro w swojej dziedzinie działalności osiągnął tak wiele i cieszył się uznaniem również w świecie. Z pewnością myślał o wielu pożytecznych rzeczach, a nie tylko o sobie, bo był sponsorem wielu przedsięwzięć, chociażby sportowych, jak i pracodawcą dla setek tysięcy ludzi, o czym też trzeba pamiętać. Czy jednak myślał o swojej wieczności? Na to pytanie być może znają odpowiedź jego najbliżsi i przyjaciele, ja z pewnością nie.

Fakt jego nagłej i niespodziewanej śmierci przypomniał mi jednak ważną przypowieść Pana Jezusa, który kiedyś nauczał ludzi, mówiąc: „Pewnemu bogatemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. Zaczął się więc zastanawiać: Co tu zrobić? Nie mam gdzie złożyć plonów! W końcu postanowił tak: Zburzę stodoły, zbuduję sobie większe i tam zgromadzę całe moje zboże oraz moje dobra. Potem powiem swojej duszy: Duszo, masz wiele dóbr złożonych na wiele lat; odpocznij, najedz się, napij i baw się dobrze. Bóg jednak powiedział do niego: O, bezmyślny człowieku! Tej nocy zażądają twojej duszy – i czyje będzie to, co przygotowałeś? Tak stanie się z każdym, kto gromadzi skarby dla siebie, a nie jest bogaty w Bogu” (Łk 12,16-21).

Każdy z nas ma jakiś dorobek swojego życia – materialny, intelektualny lub duchowy. To są nasze skarby, nasze osiągnięcia. Mamy prawo tym się szczycić i mieć poczucie satysfakcji, że coś w tym życiu osiągnęliśmy. Jedni sławę i wielkie pieniądze, inni szacunek i poważanie bez wielkich finansowych profitów, jeszcze inni po prostu przeżyli życie w prostocie i skromności, ale wychowali swoje dzieci w bogobojności i wpoili im zasady przyzwoitości oraz godnego życia, które teraz oni prowadzą już na własny rachunek.

Zazdrościmy często ludziom, którzy mają wiele na kontach bankowych. Rzadziej natomiast podziwiamy i naśladujemy tych, którzy są w Bogu bogaci. Może dzieje się tak dlatego, że tak trudno znaleźć dzisiaj takich „duchowych bogaczy”? Warto jednak dzisiaj pomyśleć o stanie naszego konta osobistego w niebie. Nasz dorobek życia możemy bowiem gromadzić albo na kontach w banku, albo na koncie w niebie. Pan Jezus zachęcał kiedyś swoich naśladowców: „Zadbajcie o skarb niewyczerpany w niebie (…), bo tam, gdzie jest wasz skarb, będzie też wasze serce” (Łk 12,33-34).

Bo jeśli tam właśnie (a nie tylko w ziemskim banku) mogliśmy zgromadzić wiele duchowych skarbów, to nawet jeśli śmierć zaskoczy nas na stole operacyjnym czy we własnym łóżku, nie będzie ona dla nas tragedią, tylko przejściem do Królestwa Bożego i wiecznego przebywania z Bogiem! Tego zaś nie da się kupić za żadne pieniądze. Dlaczego? Bo „z łaski jesteście zbawieni, przez wiarę. Nie jest to waszym osiągnięciem, ale darem Boga” – jak czytamy w Piśmie Świętym (Ef 2,8). Warto o tym pamiętać, bez względu na to, ile mamy lat. Memento mori!

pastor Andrzej Seweryn

 

Nabożeństwa

Słowo Prawdy

sp_2014_10.jpg

Kto jest Online

Naszą witrynę przegląda teraz 16 gości 



Odsłon : 362251