Życie w opozycji Drukuj Email

 

Okres lata to w mediach tzw. sezon ogórkowy. Zawieszają swoją działalność instytucje publiczne, zamiera życie artystyczne i polityczne, szkoły i uczelnie zamknięte na cztery spusty. Wszyscy wyjeżdżają na wakacje i urlopy, a w mediach trzeba czymś zapełnić szpalty w gazetach czy czas antenowy w radiu lub telewizji. Zwykle poruszane są wtedy tematy poboczne, mało ważne, a często żartobliwe i nie mające większego znaczenia.
Tym razem wakacje w naszym starym kraju są inne, bardziej dynamiczne i ciekawe. I to nie tylko z powodu gwałtownie zmieniającej się pogody, która niszczy i dewastuje domy, łamiąc drzewa i zrywając trakcje elektryczne. Podobno Polska znajduje się w „europejskiej alei tornad”, na wzór tej amerykańskiej, co z pewnością każe ludziom myśleć poważniej o swoim bezpieczeństwie, a także o bezpieczeństwie domów i dobytku.
Tegoroczne lato jest również gorące z innego powodu – politycznego. Jeszcze nie umilkły echa kampanii prezydenckiej, a już za trzy miesiące czekają naszych rodaków kolejne wybory parlamentarne, które najprawdopodobniej przemeblują w jakiś sposób polską scenę polityczną.
Obecnie trwa kampania wyborcza i jeśli ktoś interesuje się choć trochę polityką, to z pewnością zauważy i to bez większego trudu, że wszyscy gracze na tej scenie zalewają Polaków kolejnymi obietnicami, które brzmią podobnie i miło dla ucha. Bo ma być inaczej, lepiej, sprawiedliwiej, państwo wreszcie stanie się opiekuńcze, a klasa polityczna zatroskana o dobro wszystkich obywateli – w tym tych najbiedniejszych. Wszyscy obywatele by tego chcieli, tylko czy to będzie możliwe – choćby z przyczyn ekonomicznych?
To ciekawe, że w okresie wyborczym zaciera się – jak to niemal zwykle bywa – różnica pomiędzy ekipą rządzącą, a opozycją, której prawem jest krytyka rządzących  i składanie obietnic, że jak ona dojdzie do władzy, to wreszcie będzie zmiana i ewidentna poprawa poziomu życia nad Wisłą.
Jeśli jednak opozycja zdobędzie władzę, to wtedy ona stanie się ekipą rządzącą, a ci, których teraz – bo rządzą - krytykuje się niemal na każdym kroku, staną się opozycją i pewnie skwapliwie skorzystają z tego samego prawa opozycji i będą bezdusznie oraz boleśnie krytykować, oceniać, wytykać błędy i wszelkie próby wycofywania się ze złożonych obietnic wyborczych.
Do tego dołożą swoje „trzy grosze” liczni i agresywni dziennikarze śledczy, którzy wytropią każdą aferę i niekonsekwencję rządzących, nie wspominając o licznych, niezwykle przenikliwych i bezwzględnych w swej złośliwości internautów, którzy wyłapią i wyśmieją szyderczo każdy błąd i potknięcie ludzi z pierwszych stron gazet, bez względu na to, którą partię polityczną będą oni reprezentować.
Ludzie dzisiaj coraz bardziej zapominają o takich pojęciach, jak „konstruktywna krytyka” oraz „konstruktywna opozycja”. Chodzi o to, by krytykować to co słuszne i nie tylko dlatego, by dokuczyć innym, ale przede wszystkim po to, by zaproponować własne, pozytywne rozwiązania zamiast tych obowiązujących. I czynić to po to, by np. na płaszczyźnie politycznej mieć na względzie dobro wspólne, a nie własne czy partyjne.
Ta sama zasada dotyczy naszych relacji międzyludzkich: w pracy, rodzinie czy kontaktach sąsiedzkich. Nie zawsze zgadzamy się ze wszystkim i ze wszystkimi - mamy do tego prawo jako ludzie myślący. Kiedy jednak coś nam się nie podoba, to co z tym zwykle robimy? Czy wyrażamy bezduszny i nieżyczliwy sprzeciw i poprzestajemy na tym, stając w biernej opozycji wobec kogoś i emanując negatywnymi emocjami – czy też proponujemy coś w zamian, coś lepszego, zachowując elementarny szacunek wobec naszego oponenta i chęć uczynienia danej sprawy korzystniejszą i bardziej przyjazną dla obu stron?
Nie chodzi bowiem o to, by moja racja była zawsze na wierzchu, a inni mają się jej podporządkować, lecz chodzi o dialog i znalezienie rozwiązań, który służyć będą dobru nas wszystkich. Na tym polega konstruktywna krytyka – na przykład naszych dzieci, podwładnych czy szefów, o politykach nie wspominając.
Łatwiej jest być w opozycji, krytykować wszystko i wszystkich, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności – nawet za swoje obietnice. O wiele trudniej wytrzymać krytykę i dawać opozycji jak najmniej powodów do uzasadnionej krytyki. Szczególnie jak się jest na tzw. świeczniku – w świetle kamer telewizyjnych czy spojrzeń naszych dzieci lub sąsiadów.
Na koniec o jeszcze jednej, bardzo niebezpiecznej opozycji – opozycji człowieka w stosunku do Boga. Jako ludzie potrafimy się często kłócić z Bogiem i nie zgadzać z Nim. Klasycznym przykładem jest starotestamentowy prorok Jonasz, który kłócił się z Bogiem i był na Niego zagniewany na śmierć (Jon 4,1 i 9). Jeśli będziesz miał odwagę sprzeciwiać się Bogu i będziesz chciał Go za coś skrytykować, najpierw zastanów się, z kim masz do czynienia, a potem nie zachowuj się jak rozwydrzone dziecko tupiące nogami i krzyczące: Nie i już!!!
Jeśli już masz  czelność nie zgadzać się ze swoim Stwórcą, to powiedz Mu, co proponujesz w zamian? Jaki ty masz pomysł? I zastanów się głęboko, czy rzeczywiście masz rację. Bo jeśli uważasz, że ją masz i jesteś w opozycji do Boga, to oznacza, że to Bóg się myli i jest głupszy od ciebie, co oczywiście brzmi strasznie i bluźnierczo.
Nasz Bóg – mój Bóg – ma zawsze rację. Lepiej poznać Go bliżej i zgodzić się z Nim, niż narażać się na Jego gniew. Warto o tym pamiętać, drodzy opozycjoniści!
pastor Andrzej Seweryn

 

Nabożeństwa

Słowo Prawdy

sp_2014_10.jpg

Kto jest Online

Naszą witrynę przegląda teraz 6 gości 



Odsłon : 476775