Życie jak mecz Drukuj Email

 

Nie jestem fanatycznym kibicem piłki nożnej, ale są takie mecze, które po prostu trzeba obejrzeć, bo są ważne i skupiają uwagę milionów kibiców. Tydzień temu nawiązałem do finału Ligi Mistrzów oraz pięknego, pomeczowego gestu Brazylijczyka Neymara. Dziś z kolei nawiązuję do innego meczu, który obejrzałem w ostatnią sobotę, a to dlatego, że czasem nasze ludzkie życie jest jak mecz, który sami rozgrywamy. A jak to z meczami bywa – z różnym skutkiem.
Uwagę kibiców futbolu w naszym kraju przykuł kolejny mecz reprezentacji Polski w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy we Francji. Tym razem na Stadionie Narodowym w Warszawie nasza drużyna zmierzyła się z reprezentacją Gruzji. Tak jak zawsze, wszyscy oczekiwali przekonywującego zwycięstwa naszych chłopców i kolejnych trzech punktów, których zdobycie mogłoby umocnić ich na pozycji lidera grupy eliminacyjnej i znacznie przybliżyć do upragnionego awansu.
Polacy byli uważani dość powszechnie za faworyta tego meczu, tym bardziej, że grali na własnym stadionie, a wiadomo – kibice i ich doping to zawsze dwunasty zawodnik. Wszyscy rozsądni kibice i znawcy futbolu przestrzegali jednak przed lekceważeniem przeciwnika, mimo że wyraźnie nie wiedzie mu się w tych rozgrywkach. Zawodnicy naszej narodowej drużyny wzięli sobie do serca to ostrzeżenie i nie widzieliśmy w ich grze oznak lekceważenia drużyny gości.
Zostawmy na chwilę ten mecz, by stwierdzić, że w życiu czasem popełniamy błąd, gdy lekceważymy przeciwnika, a w sensie duchowym jest nim szatan – nasz nieprzyjaciel, który chce za wszelką cenę uwikłać nas w grzechy, samowolę i zachęca nas do igrania z życiem, losem, balansowania na granicy dobra i zła czy wręcz lekceważenia Boga i Jego Słowa. Czasem wydaje nam się, że szatan to wymysł teologów lub średniowiecznych malarzy. Śmiejemy się z ostrzeżeń dotyczących jego destrukcyjnego działania, a tymczasem on jest ojcem kłamstwa, naszym i Bożym przeciwnikiem, którego nie wolno nam lekceważyć, bo jest silny i przebiegły. Krąży jak ryczący lew, szukając, kogo by pochłonąć (1P 5,8). Każdy ludzki upadek - a jest ich tak wiele wokół – to dowód, jak szatan jest potężny i wszechwładny w czynieniu zła i niszczeniu ludzkiego życia.
Wróćmy znowu do ostatniego meczu naszej reprezentacji piłkarskiej. Pierwsza połowa meczu była bardzo emocjonująca. Obfitowała w liczne sytuacje na polu karnym przeciwnika, które powinny zakończyć się zdobytymi bramkami. Ale, niestety, nasi zawodnicy nie wykorzystali wielu wyśmienitych okazji do zdobycia bramek, które przecież ostatecznie decydują o zwycięstwie, a nie tylko świetne okazje.
I tu znowu skojarzenie z meandrami naszego życia. Ileż to mamy czasem niewykorzystanych szans, które marnujemy, bo przegapiliśmy, „zaspaliśmy”, albo nam się po prostu nie chciało. Na przykład komuś pomóc, poprzeć jakąś słuszną sprawę, rozwiązać pokojowo jakiś konflikt bądź porozmawiać i pojednać się z kimś. Okazać współczucie, miłość, spędzić z kimś dobry czas, nawiązać przyjaźń czy wreszcie posłuchać Słowa Bożego lub porozmawiać z Bogiem na osobności. Tyle okazji i szans, które zmarnowaliśmy i nie wykorzystaliśmy dla dobra siebie i innych ludzi. Szkoda, bo minęły bezpowrotnie. Nie warto powtarzać tego błędu w przyszłości!
Druga połowa meczu była już mniej porywająca, gra się nie układała i pachniało przegraną lub tylko bezbramkowym remisem. Rywale naciskali coraz mocniej i śmielej, gwizdy na trybunach stawały się coraz bardziej przenikliwe. Tak czasem dzieje się i w naszym życiu, że mimo naszych wysiłków i determinacji po prostu mecz naszego życia nam nie wychodzi, a przeciwności piętrzą się przed naszymi oczami, osłabiając wiarę w ostateczne zwycięstwo. Mamy wtedy do wyboru: albo się poddać i zrezygnować z dalszej walki, albo walczyć do końca, wszak „koniec wieńczy dzieło”.
Grać trzeba było jednak dalej, dopóki piłka w grze. Tak też zrobili nasi piłkarze, którzy na wzór reprezentacji Niemiec postanowili nie poddać się i walczyć o zwycięstwo do samego końca. Opłaciło się - upór i konsekwencja zaowocowały wreszcie zdobytymi aż 4 bramkami, wspaniałymi i strzelonymi w ostatnich minutach tego ważnego meczu. Mistrzostwo Roberta Lewandowskiego – autora 3 bramek strzelonych w ciągu niespełna 4 minut – można było podziwiać w całej okazałości. A tak mu nie szło w pierwszej połowie! Tym razem jednak niewykorzystane w pierwszej połowie okazje nie zemściły się boleśnie – jak to bywało w niejednym meczu. A i w życiu tak też się często zdarza. Kiedy nie wykorzystujemy sprzyjających okazji, to wcześniej czy później konsekwencje naszych zaniedbań poczujemy na własnych plecach.
Wytrwać do końca – to również biblijna i  życiowa dewiza, bo „kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” – jak nauczał Pan Jezus (Mt 10,22b). Natomiast autor Listu do Hebrajczyków napisał do ówczesnych chrześcijan: „Albowiem wytrwałości wam potrzeba” (10,36) i dodał: „My nie jesteśmy z tych, którzy się cofają i giną, lecz z tych, którzy wierzą i zachowują duszę” (10,39).
Nie zawsze nasz mecz życia układa się po naszej myśli. W takich momentach tym bardziej potrzebujemy wytrwałości i wiary w końcowy sukces. A jeżeli pracujemy z Bogiem na duchowy sukces w naszym życiu – zwycięstwo nadejdzie. Tylko grajmy do końca - i fair.
pastor Andrzej Seweryn

 

Nabożeństwa

Słowo Prawdy

sp_2014_10.jpg

Kto jest Online

Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 



Odsłon : 476742