Ach, te dzieci! Drukuj Email

 

 

Kiedy piszę ten tekst, jest poniedziałek 1 czerwca. To data kojarzona w Polsce z Dniem Dziecka – świętem bardzo miłym dla wszystkich dzieci, a wspominanym z rozrzewnieniem także przez wielu ludzi już dorosłych lub nawet osoby w podeszłym wieku.

Na portalach społecznościowych pojawiło się wiele zdjęć z dzieciństwa, które zamieszczają dzisiaj ci, którzy już mają własne dzieci. Odżywają sentymentalne wspomnienia z dzieciństwa i chwile spędzane w ramionach swoich rodziców, którzy szczególnie w Dniu Dziecka starali się docenić i wyrażali radość z posiadania własnego potomstwa.

Mnie osobiście ten dzień kojarzy się ze wspomnieniem, w jaki sposób moi skromnie żyjący rodzice obchodzili ten dzień z czwórką swoich pociech. Mama kupowała całą miskę świeżych i dojrzałych truskawek, które rozgniataliśmy na pyszną miazgę wymieszaną ze śmietaną i cukrem, a potem zajadaliśmy się tym przysmakiem (deserem) przegryzając przy okazji smaczne i pachnące bułeczki z pobliskiego sklepiku. To była frajda, której smak i zapach pamięta się potem przez lata.

Ach, te dzieci! – wzdychamy dzisiaj jako rodzice i myślami biegniemy do naszych synów i córek, choć może niektóre z nich to ludzie już dorośli i nie przypominają tych roześmianych brzdąców, które wychowywaliśmy przed laty. Porozmawialiśmy z żoną przez Skype’a ze swoimi dwoma synami – dziś dorosłymi mężczyznami, a także z córką, dorosłą już dzisiaj, acz młodą kobietą. Dla nas jednak, a ich rodziców, są oni wciąż naszymi kochanymi dziećmi, których los i codzienne życie nadal nas obchodzi. I takimi pozostaną na zawsze.

Dla jednych dzieci są wciąż wielkim szczęściem i Bożym błogosławieństwem. Miło patrzeć na młode mamy, które z czułością i troską opiekują się swoimi pociechami, biorą je ze sobą na spacery i place zabaw. A i ojcowie uczą swoich synów grać w piłkę, a córki jazdy na rowerkach. To są zawsze miłe obrazki, które ukazują szczęśliwe rodzinne życie tych, dla których dzieci są bardzo ważne, pożądane, oczekiwane, a potem wychowywane ze starannością i troską.

Są jednak tacy – i chyba jest ich coraz więcej – którzy uważają dzieci za zło konieczne, za życiowy balast i przeszkodę w robieniu kariery lub cieszeniu się wolnością. Tacy ludzie uważają, że dzieci zbyt wiele kosztują, ograniczają życiową swobodę, a po latach okazują niewdzięczność lub wysysają z rodziców wszystko, co się tylko da. Oczywiście, że w życiu bywa różnie i być może ludzie ci nie mieli własnych, pozytywnych doświadczeń lub dobrych przykładów w swoim dzieciństwie i otoczeniu, w których dorastały.

Może jest to również efekt lansowanej dzisiaj mody na związki partnerskie bez żadnych głębszych zobowiązań i odpowiedzialności za siebie, a cóż dopiero za ewentualne dzieci, które mogłyby nasze życie skomplikować. Stąd lepiej i wygodniej ich po prostu nie mieć.

A może chodzi w tym wszystkim również o to, że nastawieni jesteśmy dzisiaj - jeszcze bardziej niż w przeszłości – na konsumpcyjny i egocentryczny styl życia polegający na tym, by było nam miło, przyjemnie a najlepiej komfortowo i żeby nikt i nic nie ograniczało naszej osobistej wolności i swobody. Tymczasem kiedy rodzą nam się dzieci, świat wokół nas już nie jest taki sam, jak do tej pory. Bo żeby je dobrze wychować i przygotować do dorosłego i odpowiedzialnego życia, trzeba się im poświęcić, trzeba w nie zainwestować czas i pieniądze i po prostu żyć dla nich, aż będą zdolne wyjść z domu i zacząć życie na własny rachunek.

Jak powinniśmy traktować swoje dzieci lub co myśleć o ewentualności posiadania własnych lub adoptowanych pociech w swojej własnej rodzinie? Kiedy spojrzymy na to z biblijnego punktu widzenia, to przypomni nam się zdanie, które wypowiedział kiedyś patriarcha Jakub przy spotkaniu po latach ze swoim bratem Ezawem. Przedstawiając mu swoich jedenastu wtedy synów i córkę Dinę powiedział: „To dzieci, którymi Bóg łaskawie obdarzył sługę twego” (1M 33,5b).

W tym stwierdzeniu zawiera się kilka ważnych prawd dotyczących właściwego podejścia do dzieci. Otóż po pierwsze: ich posiadanie jest wyrazem łaski od Boga, a nie kwestią naszych zdolności do prokreacji lub jakichkolwiek zasług. Tej łaski nie posiada wiele par, które nie mogą mieć własnych dzieci z powodu bezpłodności. Takie małżeństwa bardzo dzieci pragną i nieraz oddaliby wszystko za szczęście tulenia do serca własnego dziecka.

Po drugie: dzieci są darem od Boga. To przecież Pan Bóg – jako nasz Stwórca – daje życie i sprawia cud poczęcia. To Bóg w konsekwencji decyduje o tym, komu dać dzieci, a komu ich nie dać. Komu dać zdrowe dziecko, a komu niepełnosprawne. A tak przy okazji – ogromnie podziwiam rodziców dzieci kalekich, którym oni poświęcają życie i kochają je nad życie! Tacy rodzice to herosi i bohaterowie godni szacunku, podziwu i troski ze strony państwa oraz innych ludzi wokół – szczególnie tych, którzy mają zdrowe dzieci.

Niektórzy powiadają, że własne dzieci są najlepszą polisą emerytalną dla swoich rodziców. Może jest w tym stwierdzeniu trochę życiowego wyrachowania, na którym można się, niestety, zawieść. Myślę jednak, że chodzi w życiu o coś więcej. Po prostu o to, by kochać życie, dawać życie innym, przyjmować dar życia od Boga z głęboką wdzięcznością i o te „życia” naszych potomków troszczyć się z rozwagą i odpowiedzialnością – bez zbytniej i nierozważnej nadopiekuńczości. Za to oni sami będą nas również kochać i szanować. A kiedy zestarzejemy się i osłabniemy – wtedy odwzajemnią nam miłość i poświęcenie, których im nie szczędziliśmy. Oni i ich własne dzieci – a nasze wnuki - będą osłodą i dumą naszej starości.

pastor Andrzej Seweryn

 

Nabożeństwa

Słowo Prawdy

sp_2014_10.jpg

Kto jest Online

Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 



Odsłon : 468433