Przerwany lot - dlaczego z(a)ginęli? Drukuj Email

 

Nie ulega wątpliwości, że zaginięcie Boeinga 777 Malezyjskich Linii Lotniczych to najdziwniejsza i nadal niewyjaśniona zagadka w historii lotnictwa cywilnego. Od utraty kontaktu z tą wielką maszyną, na której pokładzie podróżowało z Kuala Lumpur do Pekinu ponad 200 osób, minęły już tygodnie i nadal nie wiadomo z całą pewnością, co się stało, choć władze malezyjskie oficjalnie ogłosiły w poniedziałek 24 marca br., że rejs MH 370 zakończył się w Oceanie Indyjskim, daleko na zachód od Australii i że tej domniemanej katastrofy nikt z pasażerów oraz członków załogi nie przeżył. Piszę domniemanej, ponieważ do dnia dzisiejszego – gdy piszę ten tekst - nie znaleziono żadnych szczątków samolotu, które mogłyby potwierdzić, że rzeczywiście doszło do straszliwej katastrofy.
Dlatego też wciąż należy mówić o tych ludziach jako zaginionych, ponieważ nie odnaleziono ich żywych, ani też nie odnaleziono ciała żadnego z pasażerów. Bez względu jednak na to czy zaginęli, czy też definitywnie zginęli w katastrofie, jest to niewyobrażalny dramat rodzin i bliskich wszystkich uczestników tego feralnego lotu. Mamy tu bowiem do czynienia z setkami osobistych tragedii, ponieważ każdy z pasażerów lub członków załogi to przecież czyjś mąż, brat, przyjaciel, żona, ojciec czy dziecko. To straszne nie wiedzieć nawet, co się stało z kimś, kogo kochaliśmy i kto był nam tak bardzo bliski i drogi! Czy jest jeszcze jakaś kropla nadziei na odnalezienie żywych uczestników tego tajemniczego lotu? Usiłuję wczuć się w sytuację rodzin tych zaginionych ludzi, choć nie chciałbym nigdy przeżyć tego, co oni w tych koszmarnych dniach czują i doświadczają.
Jeśli więc kogoś z nas nadal obchodzi i porusza ta straszna i dziwna sytuacja, jeśli nadal wyczekujemy jakichś potwierdzonych wieści o tej tajemniczej sprawie, to instynktownie rodzi się pytanie: Dlaczego do tego doszło? Co się tak naprawdę stało? Na razie nie znamy żadnej sensownej odpowiedzi. Ale może się również zrodzić pytanie: Dlaczego ci ludzie z(a)ginęli? Dlaczego właśnie oni? Tyle setek tysięcy ludzi każdego dnia podróżuje  samolotami pod niemal każdą szerokością geograficzną i wszyscy oni dolatują do celu szczęśliwie i bezpiecznie. Dlaczego więc tego feralnego 8 marca 2014 roku wielki samolot nie wylądował szczęśliwie w Pekinie? Czy ci ludzie byli gorsi od innych, że ich lot nie zakończył się pomyślnie – jak wiele innych? Trudne i dziwne pytanie, na które trudno znaleźć sensowną odpowiedź.
Katastrofy i nieszczęśliwe zdarzenia lub anomalia pogodowe zdarzają się niestety w różnych miejscach świata i w różnych okolicznościach. Kiedy w ich wyniku ginie wielu ludzi na raz, wtedy robi to na nas silniejsze wrażenie, bo informują o tym natychmiast wszechobecne media żądne sensacji i złych wiadomości, które najlepiej się sprzedają. Jest tylko pytanie: jak na te wiadomości reagujemy? Czasami korci mnie, jako chrześcijanina, by zadać sobie pytanie: a jak na takie wiadomości zareagowałby Pan Jezus, gdyby żył w naszych czasach, dzisiaj?
Okazuje się, że i w czasach Jezusa dochodziło do tragicznych zdarzeń, w których ginęli niewinni lub przypadkowi ludzie. Pewnego dnia – jak czytamy w Ewangelii Łukasza – Jezus nawiązał do dwóch takich wydarzeń i ciekawa była Jego reakcja na te tragedie. Pozwólcie, że zacytuję fragment mówiący o jednym z tych wydarzeń w Jerozolimie: „Czy myślicie, że owych osiemnastu, na których upadła wieża przy Syloe i zabiła ich, było większymi winowajcami niż wszyscy ludzie zamieszkujący Jerozolimę? Bynajmniej, powiadam wam, lecz jeżeli się nie opamiętacie, wszyscy tak samo poginiecie” (Łk 13,4-5).
Myślę, że ta odpowiedź mocno zaskoczyła słuchaczy Jezusa. Zaskakuje i nas dzisiaj. Bo Pan Jezus – zadając to retoryczne pytanie – wyraźnie podkreślił, że ci, którzy wtedy zginęli, zginęli bynajmniej nie dlatego, że byli gorsi od innych. Ale ich bezsensowna i przypadkowa śmierć (bo znaleźli się akurat w złym miejscu i w złym czasie) nie powinna pozostać bez echa w umysłach i sercach tych ludzi, których to nieszczęście nie dotknęło. Jezus bowiem sprowokował swoich słuchaczy do zastanowienia się nad ich własnym życiem oraz nad jego konsekwencjami w wieczności. Chciał więc ostrzec ich i zachęcić jednocześnie do pokuty i opamiętania, jeśli czyjeś życie było dotychczas bezsensowne i bezbożne. Bo zdecydowana większość z nas umrze naturalną śmiercią, a nie w wyniku jakiegoś tragicznego w skutkach nieszczęścia. Strasznie jest tak zginąć – nikt temu nie zaprzecza, ale Jezus ostrzegł swoich słuchaczy przed wieczną zgubą – gorszą od fizycznej śmierci w jakiejś katastrofie lotniczej czy morskiej.
Czy tak reagujemy dzisiaj na tragedie ludzkie dziejące się gdzieś indziej? Czy prowadzą nas one do osobistych refleksji nad jakością i sensem naszego własnego życia? Straszną rzeczą jest zginąć tragicznie i bezsensownie, ale równie, a może jeszcze bardziej tragiczne może być bezsensowne życie bez autorefleksji i opamiętania, które będzie miało kolosalny wpływ na naszą wieczność. Tylko kto dzisiaj serio się tym przejmuje i bierze do serca lekcje, których udziela nam Bóg w swoim Słowie? A warto o tym przez chwilę pomyśleć i wyciągnąć właściwe wnioski – dobre wnioski dla własnego życia na przyszłość. Wtedy tragiczne zaginięcie i prawdopodobna śmierć tak wielu niewinnych ludzi, którzy nie dolecieli do Pekinu, nie okaże się zupełnie bezowocna i bez sensu.
pastor Andrzej Seweryn

 

Nabożeństwa

Słowo Prawdy

sp_2014_10.jpg

Kto jest Online

Naszą witrynę przegląda teraz 25 gości 



Odsłon : 618046